Dom w Swolszewicach

Z DALA OD MIASTA
KRÓTKA HISTORIA DOMU

Po upływie dwóch lat, Pan dał możliwość, by utworzyć nowy dom, który mógłby działać równolegle do tego w Łodzi. Przez kolejne dwa lata osoby przeżywały formację w Czołczynie, pod Łodzią Jednak od wrześnie 2008 roku Szkoła przeniosła się do Swolszewic Małych – nad zalewem Sulejowskim (60 km. od Łodzi), gdzie o wiele lepsze zaplecze gospodarcze pozwala pełniej skoncentrować się na formacji. Jest to o tyle istotne, gdyż osoby przeżywające rok w Swoszewicach nie uczą się ani nie pracują.

Dlatego też położenie domu z dala od miasta i hałasu sprzyja intensywnemu czasowi  formacji uczestników.

SPECYFIKA DOMU

Dzień w domu swolszewickim wygląda inaczej, jest podobny do czasu przeżywanego w Szkole francuskiej. Osoby, które tu przebywają mają więcej czasu na wykłady, więcej przebywają w ciszy, w ciągu dnia podejmują najróżniejsze posługi.

Także w tym domu centrum to kaplica. Obecność Najświętszego Sakramentu jest niezbędna, abyśmy mogli ładować swoje duchowe akumulatory. To w cichej i prostej modlitwie możemy doświadczać największego wzrostu. Pozwalamy, by Pan nas szlifował, nawet gdy  czasem to boli.

Jesteśmy jedną Szkołą, więc utrzymujemy ścisły kontakt z domem łódzkim. Są dni, kiedy jesteśmy razem. W tygodniu DŚ ze Swolszewic jeżdżą do Łodzi, by przeżywać spotkanie ze świadkami wiary, w czwartki uczestniczyć w kapitule, uroczystej Eucharystii i kolacji braterskiej. Z kolei na weekendy do Swolszewic przyjeżdżają DŚ z Łodzi.  Razem spędzamy te dni, by uczestniczyć w wykładach, smakować życia braterskiego.

O dom troszczymy się sami. Warunki są skromne, wiele rzeczy wymaga remontu i modernizacji. Ale dzięki ubóstwu i prostocie przybliżamy się do Boga i bliźnich, poprzez których On przemawia.

Żyjemy w świecie, gdzie wszystko się należy, gdy natomiast wszystko jest darem. Dar Boga, który wyraża się poprzez dary, które on wzbudza. Daniel-Ange

W dużej części żyjemy więc z darów, otrzymanych od różnych osób, wspólnot, grup modlitewnych, które chcą być jakby „rodzicami chrzestnymi” każdego, lub w czasie misji od tych, którzy nas zaprosili.To angażuje nas w ascezę. Troszczyć się o wszystko co zostało nam powierzone: budynki, samochody, narzędzia pracy, książki… Wystrzegać się marnotrawstwa. Odmówić sobie rzeczy niepotrzebnych i produktów luksusowych. Każda kwota wydana w sposób nieuzasadniony jest także chlebem wyrwanym z rąk głodnych. Lubimy pewne umiarkowanie w strojach, posiłkach. Ukazać sposób życia ewangelicznego, apostolskiego. Będziemy szczęśliwi jako ubodzy, którym czasem brakuje tego co niezbędne, czasami są trochę spragnieni i głodni, nieco niewyspani i nieogrzani…I nie będziemy narzekać. Nie będziemy ani małoduszni, ani rozpieszczeni,ani niedbali. Nie smuć się o wczoraj, nie niepokój o jutro, nie trwóż dniem dzisiejszym. Daniel-Ange

Przeżywając rok w domu Swolszewickim, gdzie jest pewne odseparowanie od świata zewnętrznego, ludzie nie mają odpowiedzialności poza, ale mają odpowiedzialność bardzo życiową za prowadzenie domu. I to jest takie uczenie konkretu życia, który jest naprawdę niezbywalny przy późniejszym wchodzeniu w związek małżeński, czy podejmowaniu pracy zawodowej. Pewna wierność, wytrwałość. Teoretycznie jest to Szkoła wiary, Szkoła kontemplacji i ewangelizacji. A w praktyce życia okazuje się, że trzeba ludzi nauczyć robić jadłospisy, zadbać o to, żeby na jutro był chleb, żeby ktoś nie zapomniał, że trzeba zgasić światło, że trzeba oszczędzać prąd. Więc są to jednak takie warunki, które siłą faktu wychowują młodego człowieka do konkretu życia, ale w świetle wiary. Marysia, Czuwająca w Szkole DŚ

 

Mamy także własną pustelnię! Domek położony wysoko w górach (koło Piwnicznej), gdzie wyjeżdżamy na długie weekendy.

Możemy tam kontemplować Boga w pięknie przyrody, spędzać wspaniały wspólnotowy czas.